Menu

Strona Główna

Zarząd

Statut

O cmentarzach

Zabytkowe nagrobki

Prace konserwatorskie

Wydawnictwa/Publikacje

Galeria

Kontakt

Archiwum


Sponsor:

Sanok ul. 3 Maja 16

 
 

 Wydawnictwa / Publikacje


Polecamy

Stefan Stefański - "Kartki z przeszłości Sanoka" (rozdz. pt. "Sanockie cmentarze")

Edward Zając - "Szkice z dziejów Sanoka" (rozdz. pt. "Cmentarze sanockie”)

Paweł Nestorowicz „BOŻA ROLA – Przyczynek do historii cmentarzy sanockich „

Józef Białynia Chołodecki - "Cmentarzyska i groby naszych bohaterów z lat 1794-1864 na terenie Wschodniej Małopolski"

Nakładem Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Bohaterów we Lwowie - Lwów 1928 r.

uwaga! Książkę tę można przeczytać za pośrednictwem biblioteki cyfrowej uruchomionej na stronie internetowej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku


 
W 70. rocznicę zbrodni katyńskiej

 Katyń, Charków, Twer, Miednoje - symbole  sowieckiej zbrodni na Narodzie Polskim, zbrodni,  którą przez lata kryła zasłona milczenia, a w  najlepszym razie kłamstwa, zbrodni dokonanej z  zimnym wyrachowaniem i ze złamaniem wszelkich  konwencji międzynarodowych. Wszystko zaczęło się  w nocy z 23/24 sierpnia 1939 r. w Moskwie, gdzie  przedstawiciele dwóch totalitarnych państw - komunistycznego Związku Sowieckiego i narodowo-socjalistycznych Niemiec - podpisali dwa układy: jeden jawny, nazwany „traktatem o nieagresji”, a drugi „ściśle tajny dodatkowy protokół”, w którym przewidziano podział stref wpływów w wypadku politycznych i terytorialnych zmian na obszarze Polski oraz państw bałtyckich. Polska miała być podzielona w przybliżeniu linią rzek Narwi, Wisły i Sanu. Układ ten wszedł do historii pod nazwą paktu Ribbentrop-Mołotow. Za niecały miesiąc jego sygnatariusze mieli ściśle wypełnić jego postanowienia. 1 września Niemcy rozpoczęły wojnę od ataku na Polskę. Nasza armia mimo przygniatającej przewagi niemieckiej stawiła zdecydowany opór, który swoją siłą zaskoczył Niemców. Polacy, cofając się, toczyli walki i nie było w naszych jednostkach objawów paniki, a sytuacja na frontach nie była jeszcze rozstrzygnięta.  Niestety, 17 września 1939 r. wschodnie granice Rzeczypospolitej Polskiej przekroczyły jednostki Armii Czerwonej. Dla wszystkich było to wielkie zaskoczenie. Marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz, dla wielu niezrozumiały, w którym m.in. napisał: „Z Sowietami nie walczyć”. Jakże inaczej brzmiał rozkaz podpisany przez komisarza kijowskiego okręgu Nikitę S. Chruszczowa, w którym pisał on: „Zmieść z powierzchni ziemi wszystkich, którzy staną na przeszkodzie realizacji tej historycznej chwili”. A przeszkodą tą były polskie jednostki wojskowe. W rękach Armii Czerwonej znalazło się ok. 250 tys. polskich żołnierzy, w tym ok. 15 tys. polskich oficerów i podoficerów, 300 oficerów Policji Państwowej oraz pracownicy wywiadu, straży więziennej, sądownictwa, urzędnicy, księża. Jak wynika z zachowanej korespondencji i dzienników znalezionych w katyńskich mogiłach, większość z nich nie zdawała sobie sprawy, że ich los jest już przesądzony. Jeńcy polscy zostali rozmieszczeni w trzech dużych obozach: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Przebywali w nich krótko, bo już 5 marca 1940 r. zapadła decyzja o ich rozstrzelaniu - podpisana przez Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Ławrentija Berię, a zaakceptowana przez Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, Mikojana, Kaganowicza i Kalinina. Od początku kwietnia 1940 r. internowanych zaczęto sukcesywnie wywozić z obozów i mordować. Na miejsce likwidacji jeńców z Kozielska wybrano Katyń, gdzie zamordowano 4421 oficerów, 3820 więźniów Starobielska rozstrzelano pod Charkowem, a najwięcej - 6311 więźniów z Ostaszkowa - głównie policjantów, sędziów, prokuratorów i żołnierzy KOP-u -zamordowano w Twerze, a ich zwłoki wywieziono do lasu w Miednoje i tam zakopano. Wśród zamordowanych oficerów aż 2/3 stanowili oficerowie rezerwy, którzy byli elitą intelektualną II Rzeczypospolitej. Można śmiało powiedzieć, że w Katyniu, Charkowie i Twerze rozstrzelano Polskę, bo na listach ofiar tej zbrodni figurują mieszkańcy większości miast ówczesnej Rzeczypospolitej. Łącznie Sowieci rozstrzelali 21 857 osób. Wśród nich byli też mieszkańcy Sanoka i Ziemi Sanockiej. W 1943 r. Niemcy odnaleźli masowe groby w Katyniu i ujawnili światu straszną prawdę. Wśród 4 421 osób tam pogrzebanych znaleziono m.in. ciało sanoczanina, ppor. rez. Zbigniewa Bolesława Przystasza, a w kieszeni jego munduru wstrząsający dokument - notatnik z zapiskami prowadzonymi dzień po dniu. Z nich dowiadujemy się, że wywózka z obozu w Kozielsku rozpoczęła się 3 kwietnia. Pod datą 4 kwietnia ppor. zapisał: „[...]. U nas 3 b.m. wywieziono w nieznanym kierunku 60 + 13 ze Skitu, wywołując w całym obozie wielkie poruszenie. Ma to być początek całej serii, która się skończy około 20 b.m.  Wyjazd, kilka obozów rozdzielczych na Zachodzie, a stamtąd? Niemcy, państwa neutralne, Rosja. Czekamy na fasunek cukru, tytoniu, herbaty”. A więc do końca nic nie wiedzieli. Ostatnie notatki ppor. Przystasz sporządził 20 i 21 kwietnia. Pisał w nich 21 kwietnia: „Wyruszam i ja. - Rewizja. - Podjazd samochodami do stacji. Wagon więzienny. Wyjazd o g.4 (16). Smoleńsk jesteśmy”. 21 kwietnia: „o g. 8 rano-” Potem był, dzisiaj już to wiemy, strzał w tył głowy i głęboki katyński dół. Takich dołów było wiele i wiele do dziś nie zostało odkrytych. Los ppor. Przystasza podzieliło jeszcze, według wyliczeń Andrzeja Brygidyna, 68 mieszkańców Sanoka i Ziemi Sanockiej. Wymieńmy ich nazwiska: Jerzy Albert, Julian Bakoń, Zygmunt A. Bezucha, Wojciech Bucior, Stanisław Chorążek, Jan Dankiewicz, Józef Dąbrowski, Jan Dulęba, Antoni Dziuban, Włodzimierz Dżugan, Szymon Fedorońko, Tadeusz Florczak, Władysław Godula, Włodzimierz Godłowski, Stanisław Halarewicz, Stefan Halski, Józef Hykalik, Stanisław Hroboni, Bronisław Jahn, Jan Kosina, Stanisław Kowalik, Jan Krawiec, Józef Kucharski, Feliks Kulig, Jan Kuźniar, Wincenty Kwiatkowski, Ryszard Lindscheid, Tadeusz Lubieniecki, Wawrzyniec Łobaczewski, Jan Marynowski, Stanisław Matlak, Jan Matuszek, Stanisław Michalski, Tadeusz Michenko, Tadeusz Mielecki, Władysław Miller, Leopold Moser, Leon Moszczeński, Stefan Mozołowski, Bronisław Najdzicz, Antoni Nazimek, Adam Orlik, Artur Ostapowicz, Ferdynand Piwowar, Zygmunt Puchalik, Zdzisław Rajchel, Leopold Różycki, Józef Rymarowicz, Rudolf Ryndak, Jan Sadowski, Marian Serwa, Tomasz Silarski, Jerzy Skoczyński, Tadeusz Słotowicz, Aleksander Stefański, Marian Strzelbicki, Stanisław Styrczula, Franciszek Szafran, Jan Szczurek, Aleksander Ślączka, Jerzy Tokarzewski, Ludwik Warchoł, Władysław Wilecki, Józef Winter, Adolf Wiśniewski, Mieczysław Wiśniowski, Józef Władyka, Zbigniew Wyskiel, Jakub Zaleski. Powyższa lista mogła być dłuższa. Tylko cud sprawił, że wśród wymienionych nie znalazł się jeszcze jeden sanoczanin – ksiądz Zdzisław Peszkowski - wówczas podchorąży 20. Pułku Ułanów i jeniec Kozielska. Bóg sprawił, że znalazł się w ostatnim transporcie jeńców, który ocalał. To właśnie dzięki ks. Peszkowskiemu tyle wiemy o sowieckich zbrodniach i to właśnie głównie dzięki niemu prawda o Katyniu została ujawniona, a pamięć zachowana. Żaden ze sprawców mordu katyńskiego nie został do dziś ukarany i prawdopodobnie już nie zostanie. A nam żyjącym pozostaje wskazanie ks. Peszkowskiego, który w jednej ze swych wypowiedzi stwierdził: ”Prawda musi być częścią naszego narodowego jestestwa. Ale powinna iść w parze z przebaczeniem, dopiero wtedy daje najpiękniejszy kształt człowieka. Musimy przeprosić też ofiary: oni oddali życie za naszą wolność, a my nie umiemy bronić pamięci o nich”.

A więc brońmy tej Pamięci.

 Andrzej Romaniak



Tajemnice sanockiego cmentarza – rzeźba sokoła na zbiorowej mogile rozstrzelanych Polaków

 

W nocy z 5/6 lipca 1940 r. niemieccy okupanci dokonali jednej z największych zbrodni na terenie ziemi sanockiej – egzekucji 112 więźniów sanockiego więzienia. Miejscem tej egzekucji było wzgórze „Gruszka” koło Tarnawy Górnej, a jej ofiarami Polacy, którzy zostali ujęci podczas przedzierania się na Węgry. Przed egzekucją aresztowanym urządzono w sanockim sądzie „proces” - wszyscy aresztowani otrzymali wyroki śmierci. Nocą z 5/6 lipca 113 skazanych zapakowano na cztery policyjne samochody ciężarowe i przez Zagórz i Tarnawę Górną przewieziono na wzgórze „Gruszka”. Podczas transportu udało się zbiec jednemu z aresztowanych. Na „Gruszce” czekał już wykopany, odpowiedniej wielkości, dół. Egzekucja zakończyła się nad ranem 6 lipca. Wykonali ją żołnierze z 45 Batalionu Policyjnego stacjonującego w Rzeszowie. Po zasypaniu mogiły została ona zamaskowana zwalonymi świerkami. Jednak mimo tego, mieszkańcy Tarnawy dowiedzieli się co kryje zasypany dół i co wydarzyło się nocą. Zwłoki zamordowanych doczekały się ekshumacji i godnego pochówku dopiero w listopadzie 1947 r. Ich szczątki przewieziono do Sanoka i pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu przy ul. Rymanowskiej. Na mogile ustawiono rzeźbę drapieżnego ptaka z rozpostartymi skrzydłami. I właśnie ta rzeźba ma swoją interesująca historię. Zapewne wielu sanoczan, a także przyjezdnych odwiedzających sanocka nekropolię, zastanawia się co robi niemiecka „gapa” na grobie rozstrzelanych Polaków. Przypomnijmy, że podczas niemieckiej okupacji „gapą” nazywano powszechnie nazistowską wersję herbu III Rzeszy. Istotnie, na pierwszy rzut oka, sylwetka drapieżnika na sanockim cmentarzu, przypomina znienawidzony przez Polaków symbol, jednak nie ma z nim nic wspólnego. W rzeczywistości rzeźba ta przedstawia sokoła z rozpostartymi skrzydłami, wspierającego się na kamiennej kuli. Jej autorem był sanocki artysta-rzeźbiarz Stanisław Jan Piątkiewicz - syn znanego rzeźbiarza Stanisław Piątkiewicza. Stanisław Piątkiewicz - senior pozostawił po sobie wiele prac na terenie Sanoka i okolic. Spod jego dłuta wyszedł m.in. pomnik Władysława Jagiełły odsłonięty w 1910 r. w Mrzygłodzie, a następnie zniszczony przez Niemców podczas II wojny. Również on był autorem figury Matki Bożej, która zdobi fronton naszego kościoła parafialnego pw. Przemienienia Pańskiego oraz figury Chrystusa, która stała niegdyś obok wejścia do kościoła oo. Franciszkanów. Z jego pracowni wyszła również rzeźba Atlasa zdobiąca narożnik kamienicy przy ul. Kazimierza Wielkiego. Jego syn - Stanisław Jan - kontynuował  rodzinne tradycje. Urodził się 10 października 1897 r. w Rymanowie. Po ukończeniu szkoły wydziałowej w Sanoku, uczył się zawodu rzeźbiarza w pracowni swojego ojca, a później nauką kontynuował w Szkole Zawodowej Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, w oddziale rzeźby figuralnej, którą ukończył z wynikiem celującym w 1914 r. W 1915 r. został powołany do armii austro-węgierskiej i brał udział w wojnie, a po 1918 r.  służył w odrodzonym Wojsku Polskim. Zdemobilizowany został w 1921 r. i powrócił do pracy w zakładzie ojca. Miał również w swoim życiu egzotyczny epizod pracując przez kilka miesięcy, jako rzeźbiarz, w fabryce mebli w Hawanie na Kubie. Po powrocie do Sanoka kontynuował swoją pracę rzeźbiarską. Niestety, z tego okresu zachowało się niewiele jego prac. Szczęśliwie przetrwała zawieruchę wojenną wspomniana już rzeźba sokoła. Zlecenie na jej wykonanie Stanisław Jan Piątkiewicz otrzymał w lecie 1939 r. od Jerzego Pietrzkiewicza -  prezesa sanockiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Rzeźba ta miała być umieszczona na szczycie budynku Towarzystwa przy ul. Mickiewicza i zastąpić tą pierwszą, która była już zniszczona. Stanisław Piątkiewicz zlecenie wykonał i 30 sierpnia 1939 r. oddał gotową pracę, jednak transakcja nie została sfinalizowana do końca – do wyrównania rachunku pozostała kwota 50 zł. Również nowa rzeźba sokoła nie została umieszczona na zaplanowanym miejscu. 31 sierpnia zmobilizowany rzeźbiarz wyjechał do jednostki wraz z którą, po wybuchu wojny, znalazł się na prawym brzegu Sanu. Po 17 września dostał się do sowieckiej niewoli, a później został przekazany Niemcom i znalazł się w obozie na terenie Niemiec. Z niewoli powrócił w 1941 r. i aż do zakończenia wojny przebywał w Sanoku. Już w październiku 1944 r. zaangażował się w działalność Cechu Rzemiosł Różnych i przez długie lata pracował tam jako kierownik biura Cechu. W związku z tym, że Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” zostało na krótko reaktywowane, 10 marca 1946 r. Stanisław Piątkiewicz zwrócił się do jego władz z prośbą o uregulowanie płatności za wykonaną rzeźbę, która szczęśliwie przetrwała okupację. Prośba rzeźbiarza została rozpatrzona pozytywnie i należność w wysokości 1000 zł uregulowano. Nieznane są losy rzeźby podczas II wojny. Prawdopodobnie władze niemieckie nie zniszczyły jej, być może ze względu na podobieństwo z niemiecką „gapą”. Faktem jest, ze znalazła się ona na dziedzińcu zamkowym i tam przetrwała wojnę i pierwsze lata powojenne. Niestety, nie zachowały się dokumenty wyjaśniające szczegółowo jej wojenne losy. Być może, po zakończeniu wojny, były plany ustawienia jej na pierwotnym miejscu przeznaczenia, tzn. na dachu budynku „Sokoła”. Plany te nie powiodły się - Towarzystwo zostało przez komunistyczne władze zdelegalizowane. Na szczęście rzeźba sokoła nie została przez władzę „ludową” zniszczona i stanęła na godnym miejscu - mogile rozstrzelanych Polaków. Jej autor Stanisław Jan Piątkiewicz zmarł na zapalenie płuc 29 stycznia 1970 r. i spoczął na sanockim cmentarzu przy ul. Matejki.

Andrzej Romaniak


Źródła:

Archiwum Muzeum Historycznego w Sanoku: Akta Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Sanoku 1945-1946, teczka 187; Dokumenty dot. Stanisława i Stanisława Jana Piątkiewiczów, teczka 968; S. Stefański, Cmentarze sanockie, Sanok 1991, s. 27; Cz. Cyran, A. Rachwał, Eksterminacja ludności na Sanocczyźnie w latach 1939-1944, Rocznik Sanocki, Sanok 1979, t. IV, s. 43-46 

Cmentarz przy ul. Rymanowskiej – rzeźba sokoła na mogile rozstrzelanych, Fot.: Dariusz Szuwalski

 


Rodzina Bratrów


    Na sanockim cmentarzu, obok zabytkowych nagrobków, znajdują się również zwykłe mogiły, obok których często przechodzimy obojętnie, bo nie wyróżniają się one niczym szczególnym, a niekiedy, zapomniane, popadają w ruinę. Tymczasem niejednokrotnie świadczą one o naszej trudnej, tragicznej ale często również chlubnej historii. Niektóre z takich mogił kryją szczątki bohaterów. Z pewnością taką mogiła jest grobowiec przy ul. Matejki w którym spoczywa rodzina Bratrów, a wśród niej kawaler orderu „Virtuti Militari” ppor. Adam Antoni Bratro.

Ta sanocka rodzina zasłużyła się szczególnie w przełomowych dniach, w których ważyła się sprawa odzyskania przez Polskę niepodległości.

Wkrótce po wybuchu I wojny w Sanoku utworzony został Powiatowy Komitet Narodowy, który miał koordynować pracę wokół organizowania polskich oddziałów zbrojnych w naszym mieście. Jednym z jego członków został senior rodziny Bratrów inż. Adam Bratro. W prace Komitetu włączyła się też jego żona Emilia. Inż. Adam Bratro został wkrótce delegatem Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego na powiat sanocki. Zajmował się werbunkiem ochotników do Legionów Polskich. W ich szeregi zaciągnęło się też jego dwóch synów: Jan i Tadeusz – absolwenci sanockiego gimnazjum. Ten ostatni poległ pod Kuklami 13 VII 1916 r. Również trzeci syn – Adam Antoni, podobnie jak dwaj bracia, wyruszył na wojnę „bić się o Polskę” i już z niej nie powrócił. Tym razem była to wojna o zachowanie dopiero co odzyskanej niepodległości – wojna z bolszewicka Rosją.

Adam Antoni Bratro, syn Adama i Emilii z Heidlerów, urodził się w Sanoku. Tutaj uczęszczał do szkoły ludowej, a następnie wstąpił do sanockiego gimnazjum, jednak nie ukończył go, gdyż w 1916 r. przeniósł się do austriackiej realnej szkoły wojskowej do Łobzewa k. Krakowa (obecnie dzielnica Krakowa). Był zdolnym i pojętnym uczniem, tam zaangażował się w ruch skautowy i strzelecki. W listopadzie 1918 r. wraz z innymi „strzelcami” brał udział w rozbrajaniu austriackich żołnierzy na krakowskich ulicach. Później czynnie uczestniczył w tworzeniu odradzającego się Wojska Polskiego. Mając już podstawowe przygotowanie wojskowe, został przyjęty do Szkoły Podchorążych w Warszawie, którą ukończył w początkach 1919 r. i jako podchorąży otrzymał skierowanie do obozu szkół podoficerskich w Dęblinie. Awansowany na stopień podporucznika pozostaje w tej szkole jako instruktor, młodszy oficer w kompanii i adiutant baonu. W tym okresie młode Państwo Polskie zmaga się na prawie wszystkich swoich granicach o utrzymanie dopiero co wywalczonych zrębów suwerenności. Szczególnie dramatyczna była sytuacja na naszej wschodniej granicy, gdzie bolszewicka armia rozpaliła „czerwoną pożogę”.

Ppor. Bratro mimo kilkakrotnych próśb o wysłanie na front, zostaje zatrzymany w szkole i szkoli coraz liczniejsze zastępy ochotników. Dopiero z początkiem czerwca 1920 r., gdy sytuacja na froncie przybiera bardzo niekorzystny dla Polaków obrót, ppor. Bratro wyrusza w pole jako dowódca kompanii w nowosformowanym w Ostrowi Mazowieckiej 101 Rezerwowym Pułku Piechoty.

Pułk obsadził stanowiska bojowe na zachodnim brzegu Słuczy w rejonie Rohaczewa. Jednak napór I Armii Konnej Siemiona Budionnego był ogromny. Atmosferę tamtych dni dobrze oddają słowa Józefa Piłsudskiego: Ten nieustanny robaczkowy ruch większej ilości nieprzyjaciela, przerywany od czasu do czasu jak gdyby skokami, ruch trwający tygodnie, sprawia wrażenie czegoś nieodpartego, nasuwającego się, jak jakaś ciężka potworna chmura, dla której przegrody się nie znajdzie. Jest w tym coś beznadziejnego, łamiącego wewnętrzne wartości człowieka i tłumu [...] Pod wrażeniem tej nasuwającej się chmury gradowej łamało się państwo, chwiały się charaktery, miękły serca żołnierzy. ]

W ogniu walk odwrotowych znalazł się również baon ppor. Bratro. 

Pod Pułtuskiem został on okrążony i gdy sytuacja wydawała się beznadziejna ppor. Bratro poprowadził swoją kompanię do kontrataku – skutecznie – pierścień okrążenia udało się przerwać lecz w trakcie walki ppor. Bratro został śmiertelnie ranny w brzuch i wkrótce zmarł w szpitalu polowy.

Wszystko to działo się 11 sierpnia 1920 r. Za ten czyn, na wniosek dowódcy 3 Syberyjskiego Pułku Piechoty (dawniej 101 Pułku Piechoty) ppłka Włodzimierza Hellmana, ppor. Adam Bratro został 3 II 1922 r. pośmiertnie odznaczony Krzyżem „Virtuti Militari” V. kl. (nr 3922).

Adam Bratro spoczął początkowo na cmentarzu w Pułtusku, a po trzech latach jego prochy zostały sprowadzone do Sanoka – rodzinnego miasta.

Andrzej Romaniak

 

(od lewej) Tadeusz Bratro, ppor. Adam Antoni Bratro


Grobowiec rodziny Bratrów na cmentarzu przy ul.Matejki w Sanoku.

Źródła:

Centralne Archiwum Wojskowe, VM 74-6880

J. Piłsudski, Rok 1920, Warszawa 1937, s. 97

A. Zielecki, Społeczeństwo Sanoka u progu XX wieku [w:] Sanok-dzieje miasta, red. F. Kiryk, Kraków 1995, s. 491-493, 495-496

Idem, Polski ruch niepodległościowy w Sanoku i regionie na tle wydarzeń krajowych przełomu XIX i XX w [w:] Rocznik Sanocki, t. IX, Sanok 2006, s. 222-223


Mateusz BEKSIŃSKI

1814 - 1886

 

    Pierwszym nagrobkiem jaki zostanie poddany konserwacji będzie jak już informowaliśmy nagrobek Mateusza Beksińskiego usytuowany na Cmentarzu Centralnym w Sanoku (Matejki).

Chcemy przybliżyć Państwu pokrótce sylwetkę Mateusza, człowieka obdarzonego niezwykłą energią życiową, którą potrafił wykorzystać z pożytkiem dla siebie i swojej rodziny, ale także dla społeczności w której przyszło mu żyć.

Urodził się on w 1814 r. w Koprzywnicy (sandomierskie) w rodzinie chłopskiej. Gdy wybuchło powstanie listopadowe Mateusz Beksiński wziął w nim udział. Wraz z Walentym Lipińskim, swoim przyjacielem, trafił do dywizji generała Dwernickiego. Po rozproszeniu jednostki przez wojska rosyjskie obaj powstańcy uciekając przed represjami przeszli granicę i znaleźli się w Galicji (pod zaborem austriackim). Beksiński i Lipiński dotarli do lasów sanockich. W okolicy Bykowiec przechowywał ich stary leśny, a gdy losy powstania zostały przesądzone udali się oni do Lwowa i wstąpili do terminu w zawodzie kotlarskim. Potem pracowali jako czeladnicy w różnych warsztatach.

Po raz pierwszy ich nazwiska spotykamy w aktach gminy miasta Sanoka w 1845 r. jako przedsiębiorców zajmujących się czyszczeniem rowów melioracyjnych.

Nieco wcześniej zakupili oni kilka hektarów gruntu wraz z zabudowaniami u zbiegu dzisiejszych ulic Podgórze i Jagiellońskiej. W tym miejscu założyli później warsztat kotlarski.

Zapotrzebowanie na wytwarzane w nim akcesoria było spore. Nadchodziły zamówienia na różnego rodzaju kotły od zakładów związanych z przemysłem wydobywczym ropy naftowej, licznych gorzelni, browarów. Warsztat szybko się rozwijał, zatrudniano coraz więcej pracowników, można śmiało powiedzieć, że w mieście dzięki temu nastąpił rozkwit gospodarczy. Mateusz Beksiński prowadził też duże gospodarstwo rolne. Spis zwierząt z 1879 r. wymienia to gospodarstwo położone przy ul. Lwowskiej 225b (obecna Jagiellońska). Posiadało ono:

5 koni w tym 4 klacze i 1 wałacha oraz 6 krów.

Mateusz około 1848 r. ożenił się z jedną z sióstr Machalskich – Karoliną. Starszą Honoratę pojął za żonę Walenty Lipiński.

Mateuszowi i Karolinie Beksińskim urodził się w 1850 roku syn Władysław, który

w przyszłości został architektem i projektantem cmentarza przy ul. Rymanowskiej.

Życiorys Mateusza Beksińskiego świadczy o tym, że był to człowiek niezwykle wartościowy, patriota, nie poddający się przeciwnościom. Dzięki podejmowanym przez niego działaniom Sanok dołączył do tych miast, w których zaczął rozwijać się przemysł ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami.

Mateusz zmarł w 1886 r. mając 72 lata.

Jego nagrobek to neogotycki postument z krzyżem wykonany w pracowni Schimserów we Lwowie w 1887 r.

 

Ewa Filip

 

 

Źródło: Edward Zając „Sanockie Biografie” Oficyna Wydawnicza MBP im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku 2009

 

 
Licznik odwiedzin

© COPYRIGHT by Zagór