Menu

Strona Główna

Zarząd

Statut

O cmentarzach

Zabytkowe nagrobki

Prace konserwatorskie

Wydawnictwa/Publikacje

Galeria

Kontakt

Archiwum


Sponsor:

Sanok ul. 3 Maja 16


 
 
Wydawnictwa / Publikacje



INFORMACJA


  Z radością informujemy, że ukazało się wydawnictwo o najstarszych sanockich nekropoliach i ludziach spoczywających pod zabytkowymi nagrobkami pt.
"Stowarzyszenie Opieki nad Starymi Cmentarzami w Sanoku 2009 - 2014". Red: Wiesław Banach i Andrzej Romaniak, Sanok 2015 r.
ISBN 978 - 83 - 60380 - 38 - 3. Druk : AGENDA 2000.
Ilustrowana publikacja z tekstami Ewy Filip, Anny Uklei i Andrzeja Romaniaka opowiada o pierwszych
5- ciu latach działalności Stowarzyszenia Opieki nad Starymi Cmentarzami w Sanoku, a także przybliża dzieje cmentarzy sanockich, losy ludzi spoczywających pod odrestaurowanymi w tym czasie nagrobkami oraz historię Cmentarza Ormiańskiego we Lwowie.
Wydawnictwo ukazało się staraniem Stowarzyszenia Opieki nad Starymi Cmentarzami i Muzeum Historycznego w Sanoku.
Do nabycia w kasie Muzeum Historycznego w cenie 10 zł.
Zapraszamy lektury.



Polecamy:

Stefan Stefański - "Kartki z przeszłości Sanoka" (rozdz. pt. "Sanockie cmentarze")

Edward Zając - "Szkice z dziejów Sanoka" (rozdz. pt. "Cmentarze sanockie”)

Paweł Nestorowicz „BOŻA ROLA – Przyczynek do historii cmentarzy sanockich „

Józef Białynia Chołodecki - "Cmentarzyska i groby naszych bohaterów z lat 1794-1864 na terenie Wschodniej Małopolski"

Nakładem Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Bohaterów we Lwowie - Lwów 1928 r.

uwaga! Książkę tę można przeczytać za pośrednictwem biblioteki cyfrowej uruchomionej na stronie internetowej Miejskiej Biblioteki Publicznej w Sanoku

 "Obyczaje w Polsce od średniowiecza do czasów współczesnych" - Praca zbiorowa pod redakcją Andrzeja Chwalby ( rozdziały dot. misterium śmierci) Wyd.Naukowe PWN , W-wa 2005

"ROCZNIK SANOCKI" TOM XI  pod redakcją Roberta Lipelta. Towarzystwo Przyjaciół Sanoka i Ziemi Sanockiej, Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Sanoku, Miejska Biblioteka Publiczna w Sanoku.  Sanok 2014 r.


ODSŁONIĘCIE PAMIĄTKOWEJ TABLICY

      W tym roku mija 68 rocznica komunistycznej zbrodni dokonanej w majestacie obowiązującego wówczas "prawa" - publicznej  egzekucji przez powieszenie trzech żołnierzy antykomunistycznego oddziału partyzanckiego Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Antoniego Żubryda: Władysława Skwarca, Władysława Kudlika i chor. Henryka Książka. 
Dwóch pierwszych egzekucji dokonano 24 V 1946 roku na płycie sanockiego stadionu w obecności licznie zgromadzonej publiczności, w tym młodzieży szkolnej. Chorąży Henryk Książek zawisł na szubienicy 4 VI 1946 roku. Tym razem miejscem tego makabrycznego widowiska był sanocki Rynek. Egzekucje te miały być pokazem siły i bezwzględności władzy ludowej w walce z tzw. reakcyjnym podziemiem. Jednak głównym ich celem miało być zastraszanie społeczeństwa. Aby upamiętnić Ofiary  tej komunistycznej zbrodni, w ubiegłym roku zawiązał się społeczny komitet, którego celem było odsłonięcie tablicy pamiątkowej. Jednym z pomysłodawców tego przedsięwzięcia był sanoczanin - pan Ryszard Rygliszyn. W skład komitetu, obok osób prywatnych, weszli też przedstawiciele stowarzyszeń i organizacji m. in. Związku Sybiraków, Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Ruchu Narodowego, Towarzystwa Gimnastycznego "Sokół" i Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej. Dzięki ofiarności sanoczan działania komitetu zakończyły się powodzeniem. Odsłonięcie i poświęcenie tablicy nastąpiło 4 VI 2014 roku. Umieszczona ona została na ścianie jednej z kamienic przy sanockim Rynku 

Andrzej Romaniak 

Cmentarz Ormiański we Lwowie

Rok 2013 stanowi niezwykle ważną datę dla całej społeczności Ormian, szczególnie zaś Ormian lwowskich. Obchodzony w tym roku jubileusz 650-lecia katedry ormiańskiej we Lwowie pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (główne uroczystości odbyły się w dniach 13-15 września i zbiegły się z organizowanym co rocznie świętem ulicy Ormiańskiej), a także zbliżające się święto Wszystkich Świętych, stwarza sprzyjające warunki aby powiedzieć kilka słów na temat dawnego cmentarza ormiańskiego.
Mówiąc o cmentarzu i jego znaczeniu kulturowym warto przytoczyć słowa Jacka Kolbuszewskiego: „(...) cmentarz jest instytucjonalnie ukształtowanym wycinkiem przestrzeni o programowo założonym grzebalnym przeznaczeniu, zorganizowanym zaś wedle pewnych dyrektyw – reguł kulturowych, związanych tak ze zrytualizowaniem form grzebania zmarłych, jak i z istnieniem pewnej tradycji sposobu utrwalania pamięci o nich[1].  Cmentarz „czytany” jako „tekst kultury” stanowi całość. Jest to „pewnego rodzaju suma wartości kulturowych wyrażonych w jego organizacji przestrzennej i wystroju plastycznym, oraz sumie treści wypowiadanych w epitafiach i innych inskrypcjach, emblematach, znakach[2]. Znaczeniowo istotny jest każdy element znajdujący się na jego obszarze jak również sama przestrzeń grzebalna. Na dawnym cmentarzu ormiańskim po dzień dzisiejszy zachowały się licznie płyty nagrobne i epitafia. Najstarszy nagrobek pochodzi z roku 1480. Odnaleźć tu można inskrypcje wykonane w języku staroormiańskim (tzw. grabar), polskim i łacińskim. Jak każdy cmentarz, również i cmentarz ormiański stanowi „kopalnię wiedzy” m. in. na temat poszczególnych osób tam pochowanych, całej społeczności oraz procesów kulturowych zachodzących w jej obrębie. W tym miejscu jednak, chciałabym przybliżyć choć pokrótce obecny wygląd tego szczególnego miejsca.

Dawny cmentarz ormiański usytuowany jest w centrum miasta, niedaleko na północ od lwowskiego Rynku. Pod względem lokalizacji stanowi on przykład typowego średniowiecznego cmentarza, który znajdował się wokół świątyni, w tym wypadku katedry ormiańskiej[3]. Obecnie za obszar dawnego cmentarza ormiańskiego uważa się dziedziniec południowy. Jednak pochówków zmarłych dokonywano również na dziedzińcu północnym (klasztornym).[4] Zatem można uznać że jako cmentarz wykorzystywane były obszary znajdujące się w obrębie kompleksu zabudowań katedralnych, usytuowanych pomiędzy ul. Ormiańską na południu, Krakowską od zachodu i dawną Skarbkowską (obecnie Łesi Ukrainki) od północy. Cmentarz przykatedralny funkcjonował od czasu założenia świątyni do roku 1785. 11 grudnia 1783 roku rząd austriacki wydał nakaz zamknięcia wszystkich cmentarzy przykościelnych. Na mocy tego rozporządzenia zaprzestano chowania zmarłych również na cmentarzu ormiańskim.[5] Jako ostatni pochowany został tutaj ks. Gabriel Ksparowicz, kanonik i proboszcz katedralny.[6]

Południowy dziedziniec cmentarny graniczy bezpośrednio od południa z ul. Ormiańską, od północy z katedrą i krużgankiem, od zachodu z kamienicami, a od wschodu z dziedzińcem wschodnim. Od ul. Ormiańskiej otacza go arkadowe ogrodzenie z lat 80. XIX wieku z bramą pośrodku. Również od wschodu znajduje się ogrodzenie oddzielające dziedziniec południowy od wschodniego. Na podwórko południowe dostać się można przez dwa wejścia. Pierwsza z bram znajduje się pośrodku ogrodzenia od ul. Ormiańskiej, druga zaś obok krużganka w ogrodzeniu od strony wschodniej. W niszy nad południową bramą wejściową umieszczona jest XVII-wieczna figura Matki Boskiej Immaculata na lwie. Niemal cały dziedziniec wyłożony jest płytami nagrobnymi.

Na skraju dziedzińca cmentarnego od ul. Ormiańskiej znajduje się wieża-dzwonnica oraz dobudowana do niej kaplica (dawniej przedpogrzebowa). Przy ścianie kamienicy po zachodniej stronie dziedzińca ustawiony jest drewniany ołtarz – Grota Chrystusa Ukrzyżowanego. Przy ogrodzeniu od zachodniej strony w pobliżu dzwonnicy usytuowana jest figura Chrystusa niosącego krzyż.

Obszar cmentarza na dziedzińcu północnym (klasztornym) od trzech stron otoczony jest budynkami klasztornymi i katedralnymi. Od zachodu znajduje się ogrodzenie z bramą prowadzącą na dziedziniec wschodni. Oprócz tego na podwórko klasztorne prowadzi  wyjście z katedry przez kruchtę północną.

Po północnej stronie dziedzińca przy ścianie klasztoru ustawiona jest figura Matki Boskiej. Część obszaru obsadzona jest różnego rodzaju roślinami ozdobnymi i krzewami. Przy wyjściu z kruchty na dziedziniec ułożona jest kostka brukowa.

Na obydwu dziedzińcach cmentarnych nie ma widocznych alejek i ścieżek. Zgodnie z tradycją ormiańską płyty umieszczane były poziomo na ziemi. Ksiądz ormiański Dionizy Kajetanowicz następująco wyjaśnił stosowanie takiej formy nagrobków: „Krzyżów tu nie stawiano, te bowiem utrudniałyby przystęp do kościoła i uniemożliwiały procesję, kładziono więc płyty grobowe poziomo, na ziemi. Spełniano przytem wolę obierających tu sobie miejsce pośmiertnego spoczynku, którzy powodowani duchem ekspiacji pragnęli, by wierni, przechodząc do kościoła, deptali nogami ich groby, a odczytując wyryte tutaj napisy, pamiętali o nich w swoich modlitwach”.[7]

Już od co najmniej II poł. XIX wieku płyty wyciągano z ziemi i zmieniano miejsce ich ustawienia. Podobnie było z nagrobkami umieszczonymi w posadzce krużganka południowego. Ustalenie pierwotnego położenia nagrobków jest możliwe tylko w nielicznych przypadkach. Ówczesny wygląd dziedzińca południowego pokazuje obraz z połowy XIX wieku, autorstwa W. Grabowskiego. Obok dzwonnicy widoczna jest chatka kryta słomą, obok której ułożono wyjęte z ziemi nagrobki.[8]

Płyty nagrobne rozmieszczone są obecnie zarówno na północnym jak
i południowym podwórku katedralnym oraz przy wejściu do świątyni od ul. Krakowskiej. Na dziedzińcu klasztornym (północnym) płyty w układzie wertykalnym przymocowane są do ścian kaplicy Przenajświętszego Sakramentu i nowego skarbca oraz krużganka klasztornego znajdującego się w jego wschodniej części. Natomiast na południowym dziedzińcu cmentarnym część nagrobków ustawiona lub wmurowana została pionowo w ściany kamienicy, katedry i krużganka, resztą pokryto powierzchnię dziedzińca. Od zachodniej strony katedry płyty ułożone zostały także w pozycji pionowej przy ścianach w niedokończonym przejściu pomiędzy ul. Krakowską a kruchtą zachodnią.

Na zakończenie należy wspomnieć o pracach renowacyjnych przeprowadzonych na dawnym cmentarzu ormiańskim. Działania konserwatorskie prowadzone są w katedrze i jej otoczeniu od 2006 roku. W ostatnim czasie natomiast z funduszy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP odnowiono m. in. drewniany ołtarz „Ukrzyżowanie” na dziedzińcu południowym, którego uroczyste otwarcie nastąpiło 15 września br. podczas obchodów jubileuszu. Dzięki staraniom władz katedry przeprowadzone zostały również prace porządkowe i remontowe na dziedzińcach północnym i południowym. Na odnowienie oczekuje nadal wschodni dziedziniec z kolumną św. Krzysztofa.[9]

 Anna  Ukleja

 

 



[1] J. Kolbuszewski, Cmentarze, Wrocław 1996, s. 33.

[2] Tamże, s. 30.

[3] Szerzej na temat średniowiecznych cmentarzy zob. P. Ariés, Człowiek i śmierć, przeł. E. Bąkowska, Warszawa 1989.

[4] D. Kajetanowicz, Katedra ormiańska i jej otoczenie (przewodnik), Lwów 1926 (kolejne wydanie 1930), s. 19.

[5] J. Smirnow, Katedra ormiańska we Lwowie. Dzieje archidiecezji ormiańskiej lwowskiej, Lwów 2002, s. 52. 

[6] D. Kajetanowicz, Katedra ormiańska..., s. 27.

[7] Tamże, s. 26-27.

[8] J. Smirnow, Katedra ormiańska..., s. 62-63




Amalia Celestyna Świtalska


    Kolejnym nagrobkiem, który zamierzamy  poddać renowacji będzie nagrobek Amalii Celestyny Świtalskiej.
Jest to postać o tyle interesująca, że jej życie i niespodziewana śmierć stanowią część historii rodziny Kazimierza Świtalskiego - premiera rządu II Rzeczypospolitej.
Jak to możliwe? Śpieszymy z wyjaśnieniem.
Amalia Celestyna Świtalska z domu Popiel urodziła się w 1841 roku. Mając 35 lat  wyszła za mąż za Albina Świtalskiego - starostę w Rudkach i Sanoku. Małżeństwo zapowiadało się na udane i szczęśliwe, zwłaszcza, że na świat miało przyjść pierwsze, długo oczekiwane  dziecko tej pary. Niestety, los nie okazał się łaskawy dla Albina i Amalii Celestyny. 7 stycznia 1882 roku Amalia zmarła przy porodzie, nie przeżyła też nowonarodzona dziewczynka - Zosieńka.
Albin Świtalski dał wyraz swojemu żalowi po stracie żony i córeczki każąc wyryć na nagrobku następującą inskrypcję:

"Malciu, ległaś w grobie

I Zosieńka tuż przy Tobie
Śpijcie w Bogu drogie cienie
Żono! Córko! Do widzenia!"

Gdy minął czas żałoby, Albin Świtalski ożenił się po raz drugi z Antoniną Veith. I właśnie z tego drugiego małżeństwa urodził się syn Kazimierz, który w przyszłości ukończył Gimnazjum w Sanoku a następnie wyjechał na studia.
Po ich ukończeniu zaangażował się w działalność polityczną, był współpracownikiem Józefa Piłsudskiego, czego efektem było powierzenie mu  w 1929 roku funkcji premiera rządu II Rzeczypospolitej. W kolejnych latach (1930 - 35) Kazimierz Świtalski był marszałkiem Sejmu.
Od roku 1939 do 1945 przebywał on w niewoli niemieckiej, a po zakończeniu wojny był więziony przez władze komunistyczne (1948- 1956).
Ta pokrótce przedstawiona historia pokazuje, że zmarła córeczka Albina - Zosieńka i Kazimierz Świtalski to przyrodnie rodzeństwo. Dlatego sądzimy, że w rodzinie Świtalskich zarówno o Amalii jak i o Zosieńce pamiętano i tę pamięć szanowano. Uszanujmy ją i my ratując ich nagrobek od całkowitej ruiny.
Ewa Filip


                                                     
Józefa z Heinrichów Drozdowa

Stowarzyszenie nasze pracuje nieprzerwanie.
Zamierzamy wyremontować kolejny zabytkowy nagrobek.
Będzie to mogiła Józefy z  Heinrichów – Drozdowej datowana na 1889 rok.Józefa urodziła się 9 XII 1838 roku w Sanoku, w domu oznaczonym numerem 120, w rodzinie rzemieślniczej. Jej ojcem był Józef Heinrich piekarz, który w latach 1831 – 1836 pełnił funkcję cechmistrza sanockiego cechu piekarskiego, matką zaś - Julianna Heinrich z domu Hilbrich. Rodzice ochrzcili małą, siedmiodniową zaledwie Józefę w sanockim kościele rzymskokatolickim.

O dzieciństwie Heinrichównej wiemy niewiele. Możemy jedynie przypuszczać, że było ono spokojne i dostatnie. Natomiast udokumentowany jest fakt, że panna Józefa wyszła za mąż w roku 1856 mając 18 lat.
 
Jej wybrankiem został Jerzy Drozd (ewangelik), cesarsko – królewski sekretarz  ówczesnego magistratu, naczelnik Urzędu Cechowniczego zajmującego się legalizowaniem przyrządów pomiarowych np. wag czy odważników.  W dostępnych nam źródłach nie zachowały się informacje czy para ta doczekała się potomstwa, ale wiemy na pewno, że przeżyli w małżeństwie 33 lata. Józefa zmarła na serce 2 XI 1889 roku. Miała 51 lat. Nagrobek pod którym spoczęła wykonany jest z piaskowca. Ma on dość prostą formę. Cokół składa się z dwóch graniastosłupów ułożonych uskokowo: dolnego szerszego oraz kolejnego wyższego. Na nim spoczywa następny blok piaskowca z ryzalitem, od strony północnej z szerokim gzymsowaniem. Na tej części nagrobka wkomponowane zostały epitafia w formie rytowanych majuskułą inskrypcji. Dekoracyjne zwieńczenie ma formę neorenesansowej aediculi. Znajdująca się  od strony północnej nisza,  prawdobodobnie wyposażona była w figurkę. Ścianki boczne zdobione są gzymsowaniem. Od frontu widoczne są dwa smukłe pilastry z delikatnym kanelowaniem. Profilowany łuk półkolisty spięty agrafą. Całość wieńczy szczyt w formie przerwanego naczółka segmentowego, z podstawką w części środkowej, prawdopodobnie z przeznaczeniem na krzyż. Nagrobek otoczony jest metalowym ogrodzeniem z prętów giętych dekoracyjnie. Można przypuszczać, że koszt takiego nagrobka był dość wysoki, a więc rodziny Heinrichów i Drozdów należały chyba do zamożnych. Pod nagrobkiem, który mamy nadzieję odrestaurować, oprócz Józefy Heinrich - Drozdowej spoczywają jej dwaj starsi bracia:

1. Kornel Heinrich * 1833  + 1888 (zmarł w 55 roku życia). Był on inżynierem, radcą budownictwa. W Sanoku, gdzie się urodził, pobierał nauki początkowe. Do gimnazjum uczęszczał już we Lwowie i w tym też mieście podjął studia w Akademii Technicznej. W 1856 roku wstąpił do państwowej służby budownictwa i jako adiunkt zarządzał przemyskim okręgiem budowniczym. Dość szybko awansował na inżyniera, następnie starszego inżyniera i wreszcie na radcę budownictwa. Zajmował się wyłącznie budową dróg i mostów w Galicji - ważnych pod względem wojskowym.
Pod jego kierownictwem i według jego planów powstały nastepujące drogi: Żmigród - Grab, Dolina - Wyszków Halicz - Siwka. Poza tym ulepszono strome ścieżki dróg zagórsko - radoszyckiej i żółkiewskiej, przełożono drogę gminną Rymanów - Jaśliska, przygotowano budowę dróg Przeworsk - Sieniawa i Żórawno - Rohatyn z mostem na Dniestrze pod Żórawnem.W 1887 roku Kornel Heinrich wykonał most na Wisłoce pod Pustynią. Budował też mosty na Łomnicy pod Załukwią, na Sanie pod Sanokiem i Leżahowem koło Sieniawy, na Wisłoku pod Żarnową, Zaborowem i Tryńczą, na Dniestrze pod Żydaczewem. Opracował w latach 1867 - 69 projekt regulacji Brania w powiecie tarnowskim, wykonany w 1882. I rzecz najistotniejsza dla Sanoka i jego mieszkańców: Kornel Heinrich prowadził budowę mostu na Sanie pod Olchowcami na drodze do Przemyśla (most ten został wysadzony  przez żołnierzy polskich w 1939 roku)


2. Juliusz Heinrich * 1836 +1884 – piekarz. Jak głosi wpis w księdze zgonów z tamtych lat, był to 
cyt: "kawaler , lat 47, szanowany obywatel miasta”.


Ewa Filip
Paweł Nestorowicz

     CO W USTAWIE PISZCZY

W ostatnich latach w różnych wypowiedziach, artykułach i publikacjach przewija się sformułowanie, że Sanok to miasto kultury. Można się z tym zgadzać lub nie, można o tym dyskutować ale jedno jest pewne: istnieją w Sanoku obszary i tematy, które wymagają aby mówić o nich gromkim głosem, uświadamiając mieszkańcom  jak należy je traktować, aby  w gronie miast kultury pozostać. Takim tematem jest z całą pewnością zabytkowa substancja na sanockim cmentarzu. 
Wydaje się, że opieka nad zabytkowymi grobowcami i nagrobkami  to dla niektórych jakaś abstrakcja, rzecz wydumana 
i niepotrzebna. A przecież cmentarz zwłaszcza zabytkowy albo taki, na którym znajdują się obiekty wpisane do rejestru zabytków to świadectwo historyczności Sanoka, jego znaczenia w przeszłości.
Zza tych omszałych pomników wychylają się bowiem życiorysy ludzi, którzy kiedyś zaludniali nasze miasto i wypełniali je swoją energią, pracą, śmiechem, zabawą, codziennymi smutkami i radościami – jednym słowem sprawiali, że tętniło ono życiem i rozwijało się. Mamy obowiązek to uszanować! Stowarzyszenie Opieki nad Starymi Cmentarzami robi wszystko, aby ten obowiązek rzetelnie wypełniać. Niestety, wydaje się, że nie wszyscy rozumieją znaczenie naszych działań. Zdarza się bowiem, że zabytkowe mogiły są niszczone i dewastowane a na ich miejscu powstają nowoczesne nagrobki. Mało tego – Ci, którzy dopuszczają się takich przeróbek  uważają że to nic złego! Jest to rzecz doprawdy zdumiewająca! Apele Stowarzyszenia o dbałość i troskę o zabytkowe nagrobki nie są  tylko pobożnymi życzeniami jakiejś przypadkowej grupy osób, ale mają swoje umocowanie w przepisach prawnych. Owa dbałość i troska jest bowiem obowiązkiem ustawowym dotyczącym zarówno określonych instytucji, organizacji jak i pojedynczych obywateli – osób prywatnych.

W Polsce obowiązuje Ustawa z 23 lipca 2003 roku o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami.

 Art.1 ust. mówi, że określa ona przedmiot, zakres i formy ochrony zabytków oraz opieki nad nimi, zasady tworzenia krajowego programu ochrony zabytków i opieki nad zabytkami oraz finansowania prac konserwatorskich, restauratorskich i robót budowlanych przy zabytkach, a także organizację organów ochrony zabytków.

Według Art.3 ustawy zabytek to nieruchomość lub rzecz ruchoma, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.
Na czym polega Ochrona zabytków? Wystarczy przeczytać Art.4 ustawy. Oto on:
Ochrona zabytków polega w szczególności na podejmowaniu przez organy administracji publicznej działań mających na celu:

 1) zapewnienie warunków prawnych, organizacyjnych i finansowych umożliwiających trwałe zachowanie zabytków oraz ich zagospodarowanie i utrzymanie

  2) zapobieganie zagrożeniom mogącym spowodować uszczerbek dla wartości zabytków

  3) udaremnianie niszczenia i niewłaściwego korzystania z zabytków

  4) przeciwdziałanie kradzieży, zaginięciu lub nielegalnemu wywozowi zabytków za granicę

  5) kontrolę stanu zachowania i przeznaczenia zabytków

  6) uwzględnianie zadań ochronnych w planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym oraz przy kształtowaniu środowiska. 
 Istnieją 4 formy ochrony zabytków:

1)      wpis do rejestru zabytków

2)      uznanie za pomnik historii

3)      utworzenie parku kulturowego

      4)      ustalenie ochrony w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego

  W świetle cytowanej ustawy każdy nagrobek  wpisany do rejestru zabytków posiada status obiektu chronionego prawem. Dotyczy to także nagrobków sanockich. 
W związku z tym prowadzenie prac konserwatorskich lub robót budowlanych przy zabytku, umieszczanie nowych tablic oraz napisów, podejmowanie działań, które mogłyby prowadzić do naruszenia substancji lub zmiany wyglądu zabytku wpisanego do rejestru wymaga pozwolenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Natomiast wszelkie instytucje powołane do opieki nad zabytkami – w tym stowarzyszenia i komitety o charakterze społecznym mają ustawowy obowiązek powiadamiania wojewódzkiego konserwatora zabytków o uszkodzeniach, zniszczeniach  oraz innych zagrożeniach dla zabytku, niezwłocznie po powzięciu wiadomości o wystąpieniu tego rodzaju  zdarzenia
Ustawa o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami przewiduje kary za dewastację zabytków.
Mówi o tym rozdział 11 .

Art.108

1)      kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

2)   Jeżeli sprawca czynu określonego w ust.1 działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2

3) W razie skazania za przestępstwo określone w ust.1 sąd orzeka, a w razie skazania za przestępstwo określone w ust.2 sąd może orzec nawiązkę na wskazany cel społeczny związany z opieka nad zabytkami w wysokości od trzykrotnego do trzydziestokrotnego minimalnego wynagrodzenia.

Stowarzyszenie Opieki nad starymi Cmentarzami chcąc ratować zabytkowe nagrobki stara się m.in. o dotacje celowe na prace konserwatorskie. Podobne działania mogą podejmować także osoby prywatne np. rodziny osób pochowanych w zabytkowym grobie. Muszą mieć jednak świadomość, że są zobligowane do współpracy i konsultacji z wojewódzkim urzędem ochrony zabytków. Jesteśmy otwarci na współpracę, możemy pomóc w przygotowaniu odpowiednich dokumentów. Z całą pewnością jest to lepsze wyjście niż „zaorywanie” zabytkowej substancji cmentarza aby zapełniać go nowymi grobowcami mającymi tylko wartość rynkową. Pochówek w zabytkowym obiekcie jest ponadto sprawą prestiżową nie tylko w przekonaniu Stowarzyszenia . Jednym słowem wypracowanie takich sposobów działania które chroniłyby zabytkowe nagrobki pozwalając równocześnie  na ich wykorzystywanie jest z całą pewnością możliwe. 

Powyższy tekst ma na celu ułatwienie wszelkich działań związanych z remontem obiektów cmentarnych zwłaszcza zabytkowych i uniknięcie niepotrzebnych kłopotów i nieporozumień.

Wszystkich zainteresowanych tym tematem zachęcam do lektury Ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami

 

Ewa Filip

 

 

 

 Mogila dr. Jerzeg Rapfa i jego żony Jozefy                Dr. Jerzy Rapf - 1868r.                   

 


SANOCCY KAWALEROWIE VIRTUTI MILITARI

Jan Drwięga ps. „Tytus”

 (1894-1970)

Jan Drwięga, syn Józefa i Agaty z d. Szmulik, urodził się 30 grudnia 1894 r. w Sanoku. Po ukończeniu Szkoły Wydziałowej podjął pracę w sklepie swojego ojca Józefa. Po kilku latach zmienił zajęcie – pracował na budowach w charakterze pisarza budowlanego. Równocześnie, od 1912 r., rozpoczął ćwiczenia wojskowe w sanockiej VII Polskiej Drużynie Strzeleckiej. W końcu 1913 r. wyjechał z Sanoka do Borysławia i zatrudnił się w jednej z kopalń ropy naftowej w charakterze praktykanta wiertniczego, kontynuując szkolenie w tamtejszym Związku Strzeleckim. Wkrótce po wybuchu wojny, bo już w sierpniu 1914 r., wypełniając rozkaz mobilizacyjny, wraz z innymi strzelcami, wyjechał do Krakowa, gdzie odbywała się koncentracja strzeleckich oddziałów. W tym czasie rozpoczęło się już formowanie Legionów Polskich. Jan Drwięga przysięgę wojskową złożył 4 września 1914 r. i został skierowany do 1. kompanii, 1. batalionu, 1. pułku piechoty Legionów, który później wszedł w skład I Brygady. Zgodnie ze strzeleckim zwyczajem przybrał pseudonim „Tytus”. Wraz z pułkiem brał udział we wszystkich walkach z Rosjanami. Chrzest bojowy przeszedł w okolicach Warszawy – pod Anielinem i Laskami. Później była bitwa pod Łowczówkiem (22-26 grudnia 1914) i walki nad Nidą. Po jej przekroczeniu pułk rozpoczął pościg za Rosjanami. Prawie przez cały 1915 r. Jan Drwięga brał udział w bitwach i potyczkach z Rosjanami: pod Konarami, Przepiórowem, Kozinkiem, Tarłowem, Jastkowem i Samoklęskami. Jego pułk dotarł aż pod Wysokie Litewskie, skąd we wrześniu 1915 r. został przerzucony na Wołyń. Podczas ciężkiej kampanii wołyńskiej „Tytus” uczestniczył m.in. w bitwach pod Kostiuchnówką, Jabłonką, Kuklami (pod tą miejscowością w lipcu 1916 r. polegnie inny sanoczanin – Tadeusz Bratro) i Miedwieżą Wielką. Zimę 1915/1916 pułk spędził na odpoczynku w Karasinie i w kwietniu 1916 r. został skierowany nad rzekę Styr. 12 maja 1916 r. w miejscowości Optowa Jan Drwięga, jako dowódca straży przedniej swojej kompanii, podczas zwiadu wziął do niewoli kilku rosyjskich żołnierz. Za ten czyn został odznaczony austriackim srebrnym Medalem za Waleczność. Dwa miesiące później został ranny w rękę i odesłany do szpitala. Po wyjściu, jako rekonwalescent, został skierowany do Kałuszyna niedaleko Mińska Mazowieckiego, gdzie prowadził biuro werbunkowe do Legionów. Po zakończeniu pracy biura wrócił do pułku i odbył przeszkolenie w Zambrowie, skąd wyjechał do Przemyśla na urlop. Rok 1917 był rokiem w którym armie państw centralnych zaczęły ponosić dotkliwe klęski, a Legiony coraz bardziej traciły na znaczeniu, czego kulminacją był tzw. kryzys przysięgowy. W lipcu 1917 r. Legiony zostały rozwiązane, a w ich miejsce powołano Polską Siłę Zbrojną podległą Niemcom i Polski Korpus Posiłkowy podległy Austriakom. Jan Drwięga zgłosił się do tego ostatniego i dostał przydział do artylerii. Jednak w lutym 1918 r., w proteście przeciwko podpisaniu pokoju brzeskiego, część żołnierzy PKP pod dowództwem Józefa Hallera przeszła pod Rarańczą na stronę rosyjską i połączyła się z II Korpusem Polskim w Rosji. Pozostałych władze austriackie internowały m.in. w miejscowości Huszt. W obozie tym znalazł się również Jan Drwięga. Wkrótce skierowano go na front włoski, jako artylerzystę. Tam ciężko zachorował na malarię i w sierpniu znalazł się w szpitalu w Cieszynie. We wrześniu 1918 r. wyszedł ze szpitala, jednak do wojska austriackiego już nie wrócił. W początkach listopada 1918 r. przebywał w Krakowie, skąd po kilku dniach wyjechał do Sanoka. Tu zgłosił się do formowanego III Batalionu Strzelców Sanockich i wraz z nim wyruszył na wojnę przeciwko Ukraińcom. Z sanockim batalionem przeszedł cały szlak bojowy – od Chyrowa aż po Zbrucz. Po zakończeniu walk skierowano go do batalionu zapasowego 1. pułku piechoty Legionów. W lutym 1921 r. został zdemobilizowany i powrócił do Sanoka, a następnie wyjechał do Borysławia, gdzie zatrudnił się w Towarzystwie Naftowym „Galicja”. 15 kwietnia 1922 r. Jan Drwięga za swoje czyny bojowe podczas walk w Legionach został odznaczony orderem Virtuti Militari V kl. (nr 7200). Przez cały okres międzywojenny „Tytus” pracował w kopalniach ropy naftowej, głównie w okolicach Borysławia. We wrześniu 1923 r. zawarł związek małżeński z Marią Danielczuk. W roku następnym na świat przyszła córka Krystyna, a w 1925 r. urodził się syn Tadeusz. Podczas II wojny światowej Jan Drwięga w dalszym ciągu pozostawał w Borysławiu, mimo tego że borysławskie zagłębie naftowe najpierw znalazło się pod okupacją sowiecką, a później niemiecką. Być może to, że był doświadczonym nafciarzem i cennym pracownikiem, uchroniło go przed represjami ze strony okupantów. Po zakończeniu wojny i zmianie granic powrócił do Sanoka i rozpoczął pracę w swoim zawodzie. Pracował m.in. jako kierownik kopalni w Mokrem. Niestety, jego przeszłość nie spodobała się „władzy ludowej”. Pod fałszywymi zarzutami został we wrześniu 1949 r. aresztowany i 12 maja 1950 r. skazany przez Sąd Apelacyjny w Rzeszowie za „przestępstwa urzędnicze” na 5 lat więzienia. Karę odbywał m.in. w Ośrodku Pracy w Kamińsku. Po zastosowaniu amnestii i złagodzeniu kary o 1/3 wyszedł na wolność w marcu 1953 r. Podjął pracę w Przedsiębiorstwie Poszukiwań Geofizycznych w Warszawie i pracował tam aż do emerytury. Oprócz Virtuti Militari był też odznaczony Krzyżem Niepodległości. Zmarł w Sanoku 11 czerwca 1970 r. wkrótce po powrocie z Krakowa, gdzie przy grobie marszałka Józefa Piłsudskiego spotkał się z kolegami – legionistami. Spoczywa na Cmentarzu centralnym przy ul. Rymanowskiej w Sanoku.

 

Andrzej Romaniak


Władysław Niedźwiecki i Maryanek Truszkowski.

Nasze Stowarzyszenie postanowiło odrestaurować w okresie od maja 2011 r. do października 2012 r. dwa nagrobki o niezwykłej wartości artystycznej. Są to:
1) nagrobek Władysława Niedźwieckiego wykonany w 1857 roku w pracowni Leopolda Schimsera we Lwowie. Jest to najstarszy i najcenniejszy zachowany pomnik na sanockim cmentarzu. Jest on wykonany z wapienia. Na nagrobku widoczna jest inskrypcja rytowana w kamieniu: 

TU SPOCZYWA WŁADYSŁAW NIEDŻWIECKI 
ur.21 Czerwca 1848.  + 22 Kwietnia 1857. 
Gorycz to, boleść dla Ojca i Matki 
Stawiać nagrobki, grzebać swe dziatki 
Tyś nas nawidził Najświętszy Boże!
O dodaj siły ból znieść w pokorze !
A za Twej woli korne poddanie
W niebo przyjm duszę syna o Panie! 

 Górną część pomnika stanowi rzeźba z wapienia przedstawiająca postać siedzącego anioła, tulącego dziecko. Obiekt ten urzeka prostotą rzeźbiarskiej kompozycji i wzruszającą ekspresją smutku wyrażoną w spojrzeniach zamyślonych postaci dziecka i anioła. Pomnik ów stanowi wyjątkowy przykład piękna i estetyki XIX wiecznej rzeźby nagrobnej. A teraz parę słów o spoczywającym pod tym nagrobkiem Władysławie Niedźwieckim: 
Otóż jak czytamy w księgach parafialnych w chwili śmierci liczył on sobie 9 lat i ½ roku. Przyszedł na świat w rodzinie szlacheckiej, posiadaczy ziemskich. Jego rodzicami byli Sylwia z Giebułtowskich Niedźwiecka oraz  Aleksander Niedźwiecki syn właściciela Górek. Dziadkiem Władysława Niedźwieckiego ze strony matki był Wincenty Giebułtowski – właściciel Strachociny. Wujem – brat matki, Florian Giebułtowski  dziedzic Strachociny, którego bezpośrednio dotknęły wydarzenia roku 1846 czyli słynna "rabacja galicyjska". Planowana początkowo jako ogólnonarodowe powstanie przeciwko Austrii, przeistoczyła się w atak na dwory pańskie. To właśnie wtedy splądrowano strachociński dwór, a jego właściciel - wspomniany Florian Giebułtowski ( ur.1810) musiał salwować się ucieczką, chroniąc się u jednego z gospodarzy. Zabudowania dworskie przed spaleniem obronili mieszkańcy wsi. Florian zmarł osiem lat póżniej (1854), w 44 roku życia.  Ciotką Władysława była starsza siostra matki, Sabina z Giebułtowskich Morze. I na koniec: Naszym zdaniem godna uwagi jest pewna okoliczność, która wprowadza nieoczekiwanie do grona postaci o których wyżej wspominamy Jana Matejkę. Jak wiadomo żona naszego wielkiego malarza była de domo Giebułtowska. Wiadomo także, iż młodzi - Teodora z Giebułtowskich i Jan Matejkowie zamieszkali po ślubie w jednej z kamienic krakowskich należącej do Niedźwieckich. Czy to aby na pewno przypadkowa zbieżność nazwisk ? Jeśli ktoś z Państwa zna odpowiedź – prosimy o kontakt.
2) Drugim obiektem który chcemy poddać konserwacji jest nagrobek Maryana Truszkowskiego - chłopca zmarłego w 1890 roku, w wieku 11 lat.
Maryanek był uczniem Gimnazjum Męskiego w Sanoku. Jego ojcem był Józef Truszkowski pełniący funkcję cesarsko – królewskiego komisarza finansowego, matką zaś Eugenia Truszkowska z domu Podgórska. Rodzina mieszkała w Sanoku w budynku nr 92 (Śródmieście). 
Chłopiec uczęszczał w roku szkolnym 1889/90 do klasy  Ia  otrzymując w tzw. klasyfikacji uczniów „stopień pierwszy z odznaczeniem” czyli bardzo dobrze się uczył , był tzw. prymusem. Po wakacjach tj. w roku szkolnym 1890/91 znalazł się w klasie IIa , ale już nie doczekał drugiego semestru. Zmarł bowiem jeszcze w październiku 1890 roku. Przyczyną śmierci była ostra choroba wieku dziecięcego - szkarlatyna (płonica).
W rocznym sprawozdaniu z działalności gimnazjum, w rozdziale pt. „Kronika Zakładu” dyrektor szkoły Tomasz Tokarski umieścił nekrolog następującej treści:

 „ ZAKŁAD STRACIŁ PRZEZ ŚMIERĆ CZTERECH UCZNIÓW:

1) DUBANOWICZA ALEKSANDRA Z KL.I b

2) TRUSZKOWSKIEGO MARYANA Z KL. IIa

3) PIECHA MIECZYSŁAWA Z KL.III

4 )GOSTWICKIEGO WŁODZIMIERZA Z KL.IV”

 POKÓJ ICH POPIOŁOM ! !

Nagrobek jest usytuowany w odległości kilku metrów od pomnika Niedźwieckiego. Stanowi kolejny przykład niezwykle wartościowej rzeźby nagrobnej przedstawiającej postać dziecka w pozie siedzącej. W prawej dłoni senne dziecko trzyma wianuszek róż. We frontalnej części znajduje się marmurowa płyta z przepięknym epitafium, które ułożyła w formie wiersza zrozpaczona rodzina, bolejąca po stracie dziecka:

„ BOŻE DAŁEŚ NAM SYNA
JAK MAŁO NA ŚWIECIE
I WZIĄŁEŚ GO NA POWRÓT W JEDYNASTYM  LECIE.
W ŁZACH TONIE MATKA, OJCIEC
SIOSTRZYCZKA JEDYNA
NIE MA TERAZ BRACISZKA
JUŻ NIE MAMY SYNA!
MANIECZEK NASZ NAJDROŻSZY!
NIM SERC TYLE ŻYŁO!
ŚLICZNE NASZE SŁONECZKO
ZASZŁO POD MOGIŁĄ
PRZED TWÓJ MAJESTAT BOŻY
ZANOSIM BŁAGANIE
DO ANIOŁKÓW MANIUSIA

PRZYJM DO NIEBA PANIE”

Nagrobek Maryana Truszkowskiego został wykonany z wapienia przez krakowski warsztat kamieniarski Romana Łapczyńskiego.

                                                                                               Ewa Filip

Źródło: „Sprawozdanie Dyrektora C.K. Gimnazjum w Sanoku
Za rok szkolny 1891, wyd. nakładem Funduszu Naukowego
Czcionkami Karola Pollaka, 1891

Archiwum Parafii pw Przemienia Pańskiego i Archiwum Państwowego w Sanoku (księgi parafialne)

                             Nagrobek W.Niedźwieckiego                       Nagrobek M. Truszkowskiego                                                       


W 70. rocznicę zbrodni katyńskiej

 Katyń, Charków, Twer, Miednoje - symbole  sowieckiej zbrodni na Narodzie Polskim, zbrodni,  którą przez lata kryła zasłona milczenia, a w  najlepszym razie kłamstwa, zbrodni dokonanej z  zimnym wyrachowaniem i ze złamaniem wszelkich  konwencji międzynarodowych. Wszystko zaczęło się  w nocy z 23/24 sierpnia 1939 r. w Moskwie, gdzie  przedstawiciele dwóch totalitarnych państw - komunistycznego Związku Sowieckiego i narodowo-socjalistycznych Niemiec - podpisali dwa układy: jeden jawny, nazwany „traktatem o nieagresji”, a drugi „ściśle tajny dodatkowy protokół”, w którym przewidziano podział stref wpływów w wypadku politycznych i terytorialnych zmian na obszarze Polski oraz państw bałtyckich. Polska miała być podzielona w przybliżeniu linią rzek Narwi, Wisły i Sanu. Układ ten wszedł do historii pod nazwą paktu Ribbentrop-Mołotow. Za niecały miesiąc jego sygnatariusze mieli ściśle wypełnić jego postanowienia. 1 września Niemcy rozpoczęły wojnę od ataku na Polskę. Nasza armia mimo przygniatającej przewagi niemieckiej stawiła zdecydowany opór, który swoją siłą zaskoczył Niemców. Polacy, cofając się, toczyli walki i nie było w naszych jednostkach objawów paniki, a sytuacja na frontach nie była jeszcze rozstrzygnięta.  Niestety, 17 września 1939 r. wschodnie granice Rzeczypospolitej Polskiej przekroczyły jednostki Armii Czerwonej. Dla wszystkich było to wielkie zaskoczenie. Marszałek Polski Edward Rydz-Śmigły wydał rozkaz, dla wielu niezrozumiały, w którym m.in. napisał: „Z Sowietami nie walczyć”. Jakże inaczej brzmiał rozkaz podpisany przez komisarza kijowskiego okręgu Nikitę S. Chruszczowa, w którym pisał on: „Zmieść z powierzchni ziemi wszystkich, którzy staną na przeszkodzie realizacji tej historycznej chwili”. A przeszkodą tą były polskie jednostki wojskowe. W rękach Armii Czerwonej znalazło się ok. 250 tys. polskich żołnierzy, w tym ok. 15 tys. polskich oficerów i podoficerów, 300 oficerów Policji Państwowej oraz pracownicy wywiadu, straży więziennej, sądownictwa, urzędnicy, księża. Jak wynika z zachowanej korespondencji i dzienników znalezionych w katyńskich mogiłach, większość z nich nie zdawała sobie sprawy, że ich los jest już przesądzony. Jeńcy polscy zostali rozmieszczeni w trzech dużych obozach: Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. Przebywali w nich krótko, bo już 5 marca 1940 r. zapadła decyzja o ich rozstrzelaniu - podpisana przez Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych Ławrentija Berię, a zaakceptowana przez Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, Mikojana, Kaganowicza i Kalinina. Od początku kwietnia 1940 r. internowanych zaczęto sukcesywnie wywozić z obozów i mordować. Na miejsce likwidacji jeńców z Kozielska wybrano Katyń, gdzie zamordowano 4421 oficerów, 3820 więźniów Starobielska rozstrzelano pod Charkowem, a najwięcej - 6311 więźniów z Ostaszkowa - głównie policjantów, sędziów, prokuratorów i żołnierzy KOP-u -zamordowano w Twerze, a ich zwłoki wywieziono do lasu w Miednoje i tam zakopano. Wśród zamordowanych oficerów aż 2/3 stanowili oficerowie rezerwy, którzy byli elitą intelektualną II Rzeczypospolitej. Można śmiało powiedzieć, że w Katyniu, Charkowie i Twerze rozstrzelano Polskę, bo na listach ofiar tej zbrodni figurują mieszkańcy większości miast ówczesnej Rzeczypospolitej. Łącznie Sowieci rozstrzelali 21 857 osób. Wśród nich byli też mieszkańcy Sanoka i Ziemi Sanockiej. W 1943 r. Niemcy odnaleźli masowe groby w Katyniu i ujawnili światu straszną prawdę. Wśród 4 421 osób tam pogrzebanych znaleziono m.in. ciało sanoczanina, ppor. rez. Zbigniewa Bolesława Przystasza, a w kieszeni jego munduru wstrząsający dokument - notatnik z zapiskami prowadzonymi dzień po dniu. Z nich dowiadujemy się, że wywózka z obozu w Kozielsku rozpoczęła się 3 kwietnia. Pod datą 4 kwietnia ppor. zapisał: „[...]. U nas 3 b.m. wywieziono w nieznanym kierunku 60 + 13 ze Skitu, wywołując w całym obozie wielkie poruszenie. Ma to być początek całej serii, która się skończy około 20 b.m.  Wyjazd, kilka obozów rozdzielczych na Zachodzie, a stamtąd? Niemcy, państwa neutralne, Rosja. Czekamy na fasunek cukru, tytoniu, herbaty”. A więc do końca nic nie wiedzieli. Ostatnie notatki ppor. Przystasz sporządził 20 i 21 kwietnia. Pisał w nich 21 kwietnia: „Wyruszam i ja. - Rewizja. - Podjazd samochodami do stacji. Wagon więzienny. Wyjazd o g.4 (16). Smoleńsk jesteśmy”. 21 kwietnia: „o g. 8 rano-” Potem był, dzisiaj już to wiemy, strzał w tył głowy i głęboki katyński dół. Takich dołów było wiele i wiele do dziś nie zostało odkrytych. Los ppor. Przystasza podzieliło jeszcze, według wyliczeń Andrzeja Brygidyna, 68 mieszkańców Sanoka i Ziemi Sanockiej. Wymieńmy ich nazwiska: Jerzy Albert, Julian Bakoń, Zygmunt A. Bezucha, Wojciech Bucior, Stanisław Chorążek, Jan Dankiewicz, Józef Dąbrowski, Jan Dulęba, Antoni Dziuban, Włodzimierz Dżugan, Szymon Fedorońko, Tadeusz Florczak, Władysław Godula, Włodzimierz Godłowski, Stanisław Halarewicz, Stefan Halski, Józef Hykalik, Stanisław Hroboni, Bronisław Jahn, Jan Kosina, Stanisław Kowalik, Jan Krawiec, Józef Kucharski, Feliks Kulig, Jan Kuźniar, Wincenty Kwiatkowski, Ryszard Lindscheid, Tadeusz Lubieniecki, Wawrzyniec Łobaczewski, Jan Marynowski, Stanisław Matlak, Jan Matuszek, Stanisław Michalski, Tadeusz Michenko, Tadeusz Mielecki, Władysław Miller, Leopold Moser, Leon Moszczeński, Stefan Mozołowski, Bronisław Najdzicz, Antoni Nazimek, Adam Orlik, Artur Ostapowicz, Ferdynand Piwowar, Zygmunt Puchalik, Zdzisław Rajchel, Leopold Różycki, Józef Rymarowicz, Rudolf Ryndak, Jan Sadowski, Marian Serwa, Tomasz Silarski, Jerzy Skoczyński, Tadeusz Słotowicz, Aleksander Stefański, Marian Strzelbicki, Stanisław Styrczula, Franciszek Szafran, Jan Szczurek, Aleksander Ślączka, Jerzy Tokarzewski, Ludwik Warchoł, Władysław Wilecki, Józef Winter, Adolf Wiśniewski, Mieczysław Wiśniowski, Józef Władyka, Zbigniew Wyskiel, Jakub Zaleski. Powyższa lista mogła być dłuższa. Tylko cud sprawił, że wśród wymienionych nie znalazł się jeszcze jeden sanoczanin – ksiądz Zdzisław Peszkowski - wówczas podchorąży 20. Pułku Ułanów i jeniec Kozielska. Bóg sprawił, że znalazł się w ostatnim transporcie jeńców, który ocalał. To właśnie dzięki ks. Peszkowskiemu tyle wiemy o sowieckich zbrodniach i to właśnie głównie dzięki niemu prawda o Katyniu została ujawniona, a pamięć zachowana. Żaden ze sprawców mordu katyńskiego nie został do dziś ukarany i prawdopodobnie już nie zostanie. A nam żyjącym pozostaje wskazanie ks. Peszkowskiego, który w jednej ze swych wypowiedzi stwierdził: ”Prawda musi być częścią naszego narodowego jestestwa. Ale powinna iść w parze z przebaczeniem, dopiero wtedy daje najpiękniejszy kształt człowieka. Musimy przeprosić też ofiary: oni oddali życie za naszą wolność, a my nie umiemy bronić pamięci o nich”.

A więc brońmy tej Pamięci.

 Andrzej Romaniak



Tajemnice sanockiego cmentarza – rzeźba sokoła na zbiorowej mogile
rozstrzelanych Polaków

 

W nocy z 5/6 lipca 1940 r. niemieccy okupanci dokonali jednej z największych zbrodni na terenie ziemi sanockiej – egzekucji 112 więźniów sanockiego więzienia. Miejscem tej egzekucji było wzgórze „Gruszka” koło Tarnawy Górnej, a jej ofiarami Polacy, którzy zostali ujęci podczas przedzierania się na Węgry. Przed egzekucją aresztowanym urządzono w sanockim sądzie „proces” - wszyscy aresztowani otrzymali wyroki śmierci. Nocą z 5/6 lipca 113 skazanych zapakowano na cztery policyjne samochody ciężarowe i przez Zagórz i Tarnawę Górną przewieziono na wzgórze „Gruszka”. Podczas transportu udało się zbiec jednemu z aresztowanych. Na „Gruszce” czekał już wykopany, odpowiedniej wielkości, dół. Egzekucja zakończyła się nad ranem 6 lipca. Wykonali ją żołnierze z 45 Batalionu Policyjnego stacjonującego w Rzeszowie. Po zasypaniu mogiły została ona zamaskowana zwalonymi świerkami. Jednak mimo tego, mieszkańcy Tarnawy dowiedzieli się co kryje zasypany dół i co wydarzyło się nocą. Zwłoki zamordowanych doczekały się ekshumacji i godnego pochówku dopiero w listopadzie 1947 r. Ich szczątki przewieziono do Sanoka i pochowano w zbiorowej mogile na cmentarzu przy ul. Rymanowskiej. Na mogile ustawiono rzeźbę drapieżnego ptaka z rozpostartymi skrzydłami. I właśnie ta rzeźba ma swoją interesująca historię. Zapewne wielu sanoczan, a także przyjezdnych odwiedzających sanocka nekropolię, zastanawia się co robi niemiecka „gapa” na grobie rozstrzelanych Polaków. Przypomnijmy, że podczas niemieckiej okupacji „gapą” nazywano powszechnie nazistowską wersję herbu III Rzeszy. Istotnie, na pierwszy rzut oka, sylwetka drapieżnika na sanockim cmentarzu, przypomina znienawidzony przez Polaków symbol, jednak nie ma z nim nic wspólnego. W rzeczywistości rzeźba ta przedstawia sokoła z rozpostartymi skrzydłami, wspierającego się na kamiennej kuli. Jej autorem był sanocki artysta-rzeźbiarz Stanisław Jan Piątkiewicz - syn znanego rzeźbiarza Stanisław Piątkiewicza. Stanisław Piątkiewicz - senior pozostawił po sobie wiele prac na terenie Sanoka i okolic. Spod jego dłuta wyszedł m.in. pomnik Władysława Jagiełły odsłonięty w 1910 r. w Mrzygłodzie, a następnie zniszczony przez Niemców podczas II wojny. Również on był autorem figury Matki Bożej, która zdobi fronton naszego kościoła parafialnego pw. Przemienienia Pańskiego oraz figury Chrystusa, która stała niegdyś obok wejścia do kościoła oo. Franciszkanów. Z jego pracowni wyszła również rzeźba Atlasa zdobiąca narożnik kamienicy przy ul. Kazimierza Wielkiego. Jego syn - Stanisław Jan - kontynuował  rodzinne tradycje. Urodził się 10 października 1897 r. w Rymanowie. Po ukończeniu szkoły wydziałowej w Sanoku, uczył się zawodu rzeźbiarza w pracowni swojego ojca, a później nauką kontynuował w Szkole Zawodowej Przemysłu Drzewnego w Zakopanem, w oddziale rzeźby figuralnej, którą ukończył z wynikiem celującym w 1914 r. W 1915 r. został powołany do armii austro-węgierskiej i brał udział w wojnie, a po 1918 r.  służył w odrodzonym Wojsku Polskim. Zdemobilizowany został w 1921 r. i powrócił do pracy w zakładzie ojca. Miał również w swoim życiu egzotyczny epizod pracując przez kilka miesięcy, jako rzeźbiarz, w fabryce mebli w Hawanie na Kubie. Po powrocie do Sanoka kontynuował swoją pracę rzeźbiarską. Niestety, z tego okresu zachowało się niewiele jego prac. Szczęśliwie przetrwała zawieruchę wojenną wspomniana już rzeźba sokoła. Zlecenie na jej wykonanie Stanisław Jan Piątkiewicz otrzymał w lecie 1939 r. od Jerzego Pietrzkiewicza -  prezesa sanockiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. Rzeźba ta miała być umieszczona na szczycie budynku Towarzystwa przy ul. Mickiewicza i zastąpić tą pierwszą, która była już zniszczona. Stanisław Piątkiewicz zlecenie wykonał i 30 sierpnia 1939 r. oddał gotową pracę, jednak transakcja nie została sfinalizowana do końca – do wyrównania rachunku pozostała kwota 50 zł. Również nowa rzeźba sokoła nie została umieszczona na zaplanowanym miejscu. 31 sierpnia zmobilizowany rzeźbiarz wyjechał do jednostki wraz z którą, po wybuchu wojny, znalazł się na prawym brzegu Sanu. Po 17 września dostał się do sowieckiej niewoli, a później został przekazany Niemcom i znalazł się w obozie na terenie Niemiec. Z niewoli powrócił w 1941 r. i aż do zakończenia wojny przebywał w Sanoku. Już w październiku 1944 r. zaangażował się w działalność Cechu Rzemiosł Różnych i przez długie lata pracował tam jako kierownik biura Cechu. W związku z tym, że Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół” zostało na krótko reaktywowane, 10 marca 1946 r. Stanisław Piątkiewicz zwrócił się do jego władz z prośbą o uregulowanie płatności za wykonaną rzeźbę, która szczęśliwie przetrwała okupację. Prośba rzeźbiarza została rozpatrzona pozytywnie i należność w wysokości 1000 zł uregulowano. Nieznane są losy rzeźby podczas II wojny. Prawdopodobnie władze niemieckie nie zniszczyły jej, być może ze względu na podobieństwo z niemiecką „gapą”. Faktem jest, ze znalazła się ona na dziedzińcu zamkowym i tam przetrwała wojnę i pierwsze lata powojenne. Niestety, nie zachowały się dokumenty wyjaśniające szczegółowo jej wojenne losy. Być może, po zakończeniu wojny, były plany ustawienia jej na pierwotnym miejscu przeznaczenia, tzn. na dachu budynku „Sokoła”. Plany te nie powiodły się - Towarzystwo zostało przez komunistyczne władze zdelegalizowane. Na szczęście rzeźba sokoła nie została przez władzę „ludową” zniszczona i stanęła na godnym miejscu - mogile rozstrzelanych Polaków. Jej autor Stanisław Jan Piątkiewicz zmarł na zapalenie płuc 29 stycznia 1970 r. i spoczął na sanockim cmentarzu przy ul. Matejki.

Andrzej Romaniak


Źródła:

Archiwum Muzeum Historycznego w Sanoku: Akta Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w Sanoku 1945-1946, teczka 187; Dokumenty dot. Stanisława i Stanisława Jana Piątkiewiczów, teczka 968; S. Stefański, Cmentarze sanockie, Sanok 1991, s. 27; Cz. Cyran, A. Rachwał, Eksterminacja ludności na Sanocczyźnie w latach 1939-1944, Rocznik Sanocki, Sanok 1979, t. IV, s. 43-46 

Cmentarz przy ul. Rymanowskiej – rzeźba sokoła na mogile rozstrzelanych, Fot.: Dariusz Szuwalski

 


Rodzina Bratrów


    Na sanockim cmentarzu, obok zabytkowych nagrobków, znajdują się również zwykłe mogiły, obok których często przechodzimy obojętnie, bo nie wyróżniają się one niczym szczególnym, a niekiedy, zapomniane, popadają w ruinę. Tymczasem niejednokrotnie świadczą one o naszej trudnej, tragicznej ale często również chlubnej historii. Niektóre z takich mogił kryją szczątki bohaterów. Z pewnością taką mogiła jest grobowiec przy ul. Matejki w którym spoczywa rodzina Bratrów, a wśród niej kawaler orderu „Virtuti Militari” ppor. Adam Antoni Bratro.

Ta sanocka rodzina zasłużyła się szczególnie w przełomowych dniach, w których ważyła się sprawa odzyskania przez Polskę niepodległości.

Wkrótce po wybuchu I wojny w Sanoku utworzony został Powiatowy Komitet Narodowy, który miał koordynować pracę wokół organizowania polskich oddziałów zbrojnych w naszym mieście. Jednym z jego członków został senior rodziny Bratrów inż. Adam Bratro. W prace Komitetu włączyła się też jego żona Emilia. Inż. Adam Bratro został wkrótce delegatem Departamentu Wojskowego Naczelnego Komitetu Narodowego na powiat sanocki. Zajmował się werbunkiem ochotników do Legionów Polskich. W ich szeregi zaciągnęło się też jego dwóch synów: Jan i Tadeusz – absolwenci sanockiego gimnazjum. Ten ostatni poległ pod Kuklami 13 VII 1916 r. Również trzeci syn – Adam Antoni, podobnie jak dwaj bracia, wyruszył na wojnę „bić się o Polskę” i już z niej nie powrócił. Tym razem była to wojna o zachowanie dopiero co odzyskanej niepodległości – wojna z bolszewicka Rosją.

Adam Antoni Bratro, syn Adama i Emilii z Heidlerów, urodził się w Sanoku. Tutaj uczęszczał do szkoły ludowej, a następnie wstąpił do sanockiego gimnazjum, jednak nie ukończył go, gdyż w 1916 r. przeniósł się do austriackiej realnej szkoły wojskowej do Łobzewa k. Krakowa (obecnie dzielnica Krakowa). Był zdolnym i pojętnym uczniem, tam zaangażował się w ruch skautowy i strzelecki. W listopadzie 1918 r. wraz z innymi „strzelcami” brał udział w rozbrajaniu austriackich żołnierzy na krakowskich ulicach. Później czynnie uczestniczył w tworzeniu odradzającego się Wojska Polskiego. Mając już podstawowe przygotowanie wojskowe, został przyjęty do Szkoły Podchorążych w Warszawie, którą ukończył w początkach 1919 r. i jako podchorąży otrzymał skierowanie do obozu szkół podoficerskich w Dęblinie. Awansowany na stopień podporucznika pozostaje w tej szkole jako instruktor, młodszy oficer w kompanii i adiutant baonu. W tym okresie młode Państwo Polskie zmaga się na prawie wszystkich swoich granicach o utrzymanie dopiero co wywalczonych zrębów suwerenności. Szczególnie dramatyczna była sytuacja na naszej wschodniej granicy, gdzie bolszewicka armia rozpaliła „czerwoną pożogę”.

Ppor. Bratro mimo kilkakrotnych próśb o wysłanie na front, zostaje zatrzymany w szkole i szkoli coraz liczniejsze zastępy ochotników. Dopiero z początkiem czerwca 1920 r., gdy sytuacja na froncie przybiera bardzo niekorzystny dla Polaków obrót, ppor. Bratro wyrusza w pole jako dowódca kompanii w nowosformowanym w Ostrowi Mazowieckiej 101 Rezerwowym Pułku Piechoty.

Pułk obsadził stanowiska bojowe na zachodnim brzegu Słuczy w rejonie Rohaczewa. Jednak napór I Armii Konnej Siemiona Budionnego był ogromny. Atmosferę tamtych dni dobrze oddają słowa Józefa Piłsudskiego: Ten nieustanny robaczkowy ruch większej ilości nieprzyjaciela, przerywany od czasu do czasu jak gdyby skokami, ruch trwający tygodnie, sprawia wrażenie czegoś nieodpartego, nasuwającego się, jak jakaś ciężka potworna chmura, dla której przegrody się nie znajdzie. Jest w tym coś beznadziejnego, łamiącego wewnętrzne wartości człowieka i tłumu [...] Pod wrażeniem tej nasuwającej się chmury gradowej łamało się państwo, chwiały się charaktery, miękły serca żołnierzy. ]

W ogniu walk odwrotowych znalazł się również baon ppor. Bratro. 

Pod Pułtuskiem został on okrążony i gdy sytuacja wydawała się beznadziejna ppor. Bratro poprowadził swoją kompanię do kontrataku – skutecznie – pierścień okrążenia udało się przerwać lecz w trakcie walki ppor. Bratro został śmiertelnie ranny w brzuch i wkrótce zmarł w szpitalu polowy.

Wszystko to działo się 11 sierpnia 1920 r. Za ten czyn, na wniosek dowódcy 3 Syberyjskiego Pułku Piechoty (dawniej 101 Pułku Piechoty) ppłka Włodzimierza Hellmana, ppor. Adam Bratro został 3 II 1922 r. pośmiertnie odznaczony Krzyżem „Virtuti Militari” V. kl. (nr 3922).

Adam Bratro spoczął początkowo na cmentarzu w Pułtusku, a po trzech latach jego prochy zostały sprowadzone do Sanoka – rodzinnego miasta.

Andrzej Romaniak

 

(od lewej) Tadeusz Bratro, ppor. Adam Antoni Bratro


Grobowiec rodziny Bratrów na cmentarzu przy ul.Matejki w Sanoku.

Źródła:

Centralne Archiwum Wojskowe, VM 74-6880

J. Piłsudski, Rok 1920, Warszawa 1937, s. 97

A. Zielecki, Społeczeństwo Sanoka u progu XX wieku [w:] Sanok-dzieje miasta, red. F. Kiryk, Kraków 1995, s. 491-493, 495-496

Idem, Polski ruch niepodległościowy w Sanoku i regionie na tle wydarzeń krajowych przełomu XIX i XX w [w:] Rocznik Sanocki, t. IX, Sanok 2006, s. 222-223


Mateusz BEKSIŃSKI

1814 - 1886

 

   Pierwszym nagrobkiem jaki zostanie poddany konserwacji będzie jak już informowaliśmy nagrobek Mateusza Beksińskiego usytuowany na Cmentarzu Centralnym w Sanoku (Matejki). Chcemy przybliżyć Państwu pokrótce sylwetkę Mateusza, człowieka obdarzonego niezwykłą energią życiową, którą potrafił wykorzystać z pożytkiem dla siebie i swojej rodziny, ale także dla społeczności w której przyszło mu żyć.
Urodził się on w 1814 r. w Koprzywnicy (sandomierskie) w rodzinie chłopskiej. Gdy wybuchło powstanie listopadowe Mateusz Beksiński wziął w nim udział. Wraz z Walentym Lipińskim, swoim przyjacielem, trafił do dywizji generała Dwernickiego. Po rozproszeniu jednostki przez wojska rosyjskie obaj powstańcy uciekając przed represjami przeszli granicę i znaleźli się w Galicji (pod zaborem austriackim). Beksiński i Lipiński dotarli do lasów sanockich. W okolicy Bykowiec przechowywał ich stary leśny, a gdy losy powstania zostały przesądzone udali się oni do Lwowa i wstąpili do terminu w zawodzie kotlarskim. Potem pracowali jako czeladnicy w różnych warsztatach.
Po raz pierwszy ich nazwiska spotykamy w aktach gminy miasta Sanoka w 1845 r. jako przedsiębiorców zajmujących się czyszczeniem rowów melioracyjnych.
Nieco wcześniej zakupili oni kilka hektarów gruntu wraz z zabudowaniami u zbiegu dzisiejszych ulic Podgórze 
i Jagiellońskiej. W tym miejscu założyli później warsztat kotlarski.
Zapotrzebowanie na wytwarzane w nim akcesoria było spore. Nadchodziły zamówienia na różnego rodzaju kotły od zakładów związanych z przemysłem wydobywczym ropy naftowej, licznych gorzelni, browarów. Warsztat szybko się rozwijał, zatrudniano coraz więcej pracowników, można śmiało powiedzieć, że w mieście dzięki temu nastąpił rozkwit gospodarczy. Mateusz Beksiński prowadził też duże gospodarstwo rolne. Spis zwierząt z 1879 r. wymienia to gospodarstwo położone przy ul. Lwowskiej 225b (obecna Jagiellońska). Posiadało ono 5 koni w tym 4 klacze i 1 wałacha oraz 6 krów.
Mateusz około 1848 r. ożenił się z jedną z sióstr Machalskich – Karoliną. Starszą Honoratę pojął za żonę Walenty Lipiński.
Mateuszowi i Karolinie Beksińskim urodził się w 1850 roku syn Władysław, który w przyszłości został architektem i projektantem m.in. cmentarza przy ul. Rymanowskiej.
Życiorys Mateusza Beksińskiego świadczy o tym, że był to człowiek niezwykle wartościowy, patriota, nie poddający się przeciwnościom. Dzięki podejmowanym przez niego działaniom Sanok dołączył do tych miast, w których zaczął rozwijać się przemysł ze wszystkimi tego pozytywnymi konsekwencjami.
Mateusz zmarł w 1886 r. mając 72 lata.
Jego nagrobek to neogotycki postument z krzyżem wykonany w pracowni Schimserów we Lwowie w 1887 r.

Ewa Filip

Źródło: Edward Zając „Sanockie Biografie” Oficyna Wydawnicza MBP im. Grzegorza z Sanoka w Sanoku 2009

 

Licznik odwiedzin

© COPYRIGHT by Zagór